Marketing i strategia,  Nowe technologie

Prehistoria Internetu – czyli problemy społeczne w Internecie przed social media

Często w komunikacji codziennej, ale także medialnej można dostrzec, że media społecznościowe traktowane są jako pewien punkt orientacyjny, dzielący świat na ten z social media i bez nich. Ostatni kreowany jest czasami na rzeczywistość, w której dominowało tylko to co realne, namacalne, kontakty odbywały się jedynie offline, a świat był pozbawiony wszelkiego zła związanego z treściami w Internecie. Czyżby? W tym artykule opisuję to, co działo się w tzw. prehistorii internetu, czyli w czasach przed współczesnymi serwisami społecznościowymi. 

Analizując początki mediów społecznościowych, warto zwrócić uwagę na to, co działo się przed nimi. To właśnie przed powstaniem współczesnych portali społecznościowych w Internecie pojawiły się różne sposoby budowania społeczności online, często stanowiące rozszerzenie rzeczywistości o wirtualne kontakty. Przy dzisiejszej narracji zdominowanej przez wizję „przed i po social media”, ten moment w pewien sposób stanowi prehistorię Internetu. Pełną pięknych chwil, nowych możliwości i problemów znanych ze współczesnych mediów społecznościowych.

Forum internetowe jako komunikacja grupowa lub organizacyjna 

Forum internetowe to rodzaj komunikacji grupowej, chociaż z czasem część z nich przyjmowała postać komunikacji na poziomie organizacji, gdy stawały się większymi markami, które były rozpoznawalne w określonym środowisku lub były wykorzystywane przez klasę w szkole czy stowarzyszenie. Ich struktura była dość zorganizowana, role jasno wskazane, ponieważ część osób miała większe uprawniania jako administratorzy. W niektórych dla wspomagania moderacji stosowano również rolę semi-administratora – osoby o większych uprawnieniach niż przeciętny użytkownik, ale mniejszych niż administrator. 

Często fora internetowe stanowiły w zasadzie rozszerzenie rzeczywistości. Użytkownicy znali się ze szkoły, uczelni lub pracy, a forum wspomagało ich komunikację. W tych sytuacjach forum było kanałem komunikacji organizacyjnej i przejawem tego, o czym dzisiaj mówimy coraz częściej – rozszerzenia rzeczywistości. W istocie rozszerzanie rzeczywistości aplikacjami towarzyszy nam od początku rozpowszechnienia Internetu w Polsce, a zjawisko to spotęgowały smartphone’y, które pozwalają na korzystanie z nich w sposób ciągły.

Dzisiejszą pamiątką po formach internetowych w mediach społecznościowych jest przywoływanie administratora. Sytuacje, w których użytkownicy prowokują w komentarzach admina, wprost chwalą lub narzekają na administratora strony na portalu społecznościowym to właśnie kultura, która zrodziła się na formach internetowych. To tam użytkownicy zdenerwowani na innego użytkownika przywoływali admina z prośbą o spacyfikowanie oponenta, czasami też dostając ostrzeżenie, albo wykłócali się, że ich pytanie niesłusznie zostało przeniesione do innego wątku, ponieważ zupełnie nie jest zgodne z żadnym istniejącym wątkiem. Poziom dramatyzmu niektórych sprzeczek, zakończonych straszeniem, że użytkownik już nigdy nie napisze na danym forum, a administrator jeszcze będzie żałował swojej decyzji, bywał wysoki.

Niektóre fora specjalistyczne żyły własnym rytmem jako osobne rozpoznawalne marki przyciągające osoby o określonych zainteresowaniach lub problemach. Same stawały się swoistą organizacją, tworząc własny systemy komunikacji. Niekiedy osoby odpowiedzialne za nie, dość mocno promowały swoje fora internetowe w różnych mediach. 

Fora internetowe jako pierwsze przejawy problemów społeczności internetowych

Jednocześnie to właśnie na forach dostrzeżono pierwsze problemy społeczności internetowych. Fora dla osób o myślach samobójczych doczekały się różnych analiz. Można była na nich znaleźć słowa pocieszenia, jak również przepis na skuteczne popełnienie samobójstwa. Na części z nich pojawiały się nawet drastyczne zdjęcia, prawdopodobnie jako próba odstraszenia, które jednak mogły zadziałać na odbiorcę w odwrotny sposób.

Tutaj przypis, który chcę od razu umieścić. Jeżeli borykasz się z jakimikolwiek trudnościami, czujesz, że potrzebujesz porozmawiać lub pojawiają się u Ciebie przykre myśli, proszę – skontaktuj się z: 116 123 – Kryzysowy Telefon Zaufania lub 116 111 – telefon zaufania dla dzieci i młodzieży.

Chaty – protoplasty komunikacji prywatnej i z ciągłym nurtem informacji

Obok komunikacji odbywającej się na formach internetowych użytkownicy mieli dostęp także do chatów, miejsc dyskusji, które przypominały dzisiejsze rozmowy na komunikatorach. Obok chaotycznej wymiany wiadomości na głównej stronie, w której uczestniczyli wszyscy, ciągle wrzucając kolejne informacje, możliwe było wchodzenie w interakcje bezpośrednie, tzw. priv. Do dzisiaj spotyka się to słowo w komentarzach w serwisach społecznościowych, gdy ktoś oczekuje prywatnej wiadomości. Jak widać i chaty utworzyły współcześnie obserwowaną kulturę komunikacji w mediach społecznościowych.

Pedofilia na chatach

Na chatach również działy się dokładnie te negatywne rzeczy, które znamy ze współczesnych analiz sytuacji dzieci i młodzieży w Internecie. Na chatach o tematach: „Gimnazjum”, „13, 14, 15 lat” pojawiały się osoby, które celowo je wybierały i w prywatnych wiadomościach zachęcały dzieci do podejmowania wirtualnych rozmów noszących znamiona przestępstwa. Tam narodziła się popularność słowa cybers***, a część osób poznała je, nie mając 15 lat, nie będąc na to gotowym.

Niestety podejście na zasadach: „Nie siedź przed komputerem tylko się ucz!” powodowało, że ofiary często nie zgłaszały nawet swoim rodzicom, co wydarzyło się na chacie. Obawiały się, że rodzice zamiast wsparcia, udzielą im reprymendy. Tak działa powszechne negowanie technologii, dzieci czują się winne, że z niej korzystają, uważają, że nie zostaną zrozumiane przez dorosłych, ale nadal po nią sięgają i czasami pozostają z problemem bez pomocy. Zamiast edukowania, udzielania wsparcia i przekonywania, że dziecko może przyjść z problemem, niejako wmówiono dzieciom, że samo korzystanie z komputera i obecność na chacie są złe. W efekcie ofiara czuła się winna, ponieważ „powinna się uczyć, a nie siedzieć przy komputerze”. To bezlitośnie wykorzystywali ludzie, którzy z premedytacją pojawiali się na wątkach ewidentnie skierowanych do nastolatków.

Blogi jako platforma dyskusji

Obok tych dwóch systemów komunikacji funkcjonowały blogi, kiedyś cieszące się popularnością, na których możliwe było prowadzenie dyskusji w komentarzach lub za pośrednictwem komunikacji mailowej. To one dawały możliwość uczenia się od ludzi, którzy mieli więcej wiedzy, nawet jeżeli taka wiedza nie była dostępna dla danej osoby w okolicy. Okazało się, że siedząc we własnym domu, można korzystać z doświadczeń specjalistów na cały świecie, szybko wymieniać się informacjami, zobaczyć, jak inne osoby rozwiązują problemy w codziennej pracy, rozwijać pasje.

Blogi jako miejsca autodestrukcji (pro-ana)

Obok tych pięknych historii powstawały też blogi tzw. motylków czy ruchy pro-ana, promujące wprost anoreksję oraz anorektyczne diety polegające na głodzeniu, odmawianiu przyjmowania pokarmów. To nigdy nie było właściwym postępowaniem dietetycznym i właściwym sposobem redukcji wagi, jednakże w komentarzach użytkownicy potwierdzali, że się głodzą. Natomiast osoby prowadzące blog dokumentowały swój głód oraz utratę wagi zdecydowanie poniżej właściwego BMI.

Warto podkreślić, że pierwsze analizy naukowe publikowane w Polsce na ten temat obejmowały czasy przed największą popularnością Facebooka i zdecydowanie przed jego popularnością wśród użytkowników w Polsce. Przykładem może być publikacja dotycząca blogów prowadzonych między 2006 a 2011 rokiem przeprowadzona przez Iwonę Startek („Motyle w sieci. Krótka charakterystyka ruchu pro – Ana”, Curr Probl Psychiatry 2011; 12: 322-329). Natomiast jak wskazały Małgorzata Wronka i Monika Jezierska-Kazberuk, początki tego typu blogów sięgają 2001 roku, pierwotnie miały one służyć wsparciu, a przerodziły się w motywowanie do niewłaściwych zachowań („Świat porcelanowych motyli. Blogi internetowe o tematyce odchudzającej jako źródło informacji o zaburzeniach odżywiania”, Forum Zaburzeń Metabolicznych, Tom 2, Nr 2, 2011). Tym samym problem tego typu został odnotowany jeszcze przed popularyzacją współczesnych mediów społecznościowych.

Strony agregujące twórczość

Z pewnością istotnym przejawem tego, co obecnie znamy z social media były również serwisy zorientowane na udostępnianie informacji o sobie, takie jak Fotka, na których możliwe było dzielenie się informacjami i własnym życiem poprzez wrzucanie zdjęć. Wskazany portal w konsekwencji przybrał formę serwisu społecznościowego. U swoich początków umożliwiał dzielenie się opisem, komentowanie, komunikację oraz publikację fotografii. Obok powstawały strony umożliwiające tworzenie memów, które w Polsce zostały mocno spopularyzowane przez stronę Demotywatory. Tym samym niezależnie od rozwoju popularnych obecnie mediów społecznościowych, działały portale, które pozwalały użytkownikom na tworzenie memów i ich ocenianie przez społeczność.

Strony agregujące a jednostronna krytyka społeczna

To właśnie Demotywatory doczekały się licznych analiz dyskursu prowadzonego za pomocą memów. Już na początku funkcjonowania tego typu stron dostrzegano potencjał opiniotwórcy, ale też fakt, że taka forma komunikacji nie sprzyja dogłębnej analizie. Z zasady miała ona stanowić artystyczną formę krytyki, a na mocy swojej hasłowości mogła zostać wykorzystana do konstruowania zbyt uproszczonej wizji świata. To co dzisiaj powszechnie przypisuje się social media – a więc zbyt krótkie formy wypowiedzi, hasłowość w dyskursie, które nie dają przestrzeni na dyskusję, a kształtują poglądy, rozpoczęło się w istocie o wiele wcześniej na forach internetowych i w serwisach z memami, a rozwijało się niezależnie obok mediów społecznościowych i za ich pomocą. Twórczość, która miała bawić, stała się istotnym nośnikiem stosukowo skomplikowanej informacji skondensowanej w krótkim tekście z dołączonym obrazem. Pojedynczy mem wskazuje określoną perspektywę i pomija inne, co wynika z istoty memów, będących jednostką informacji kulturowej, często o charakterze krytyki społecznej, politycznej, prowadzonej z punktu widzenia twórcy.

Komunikatory na przykładzie GG 

Ważną rolę w kształtowaniu społeczności online odegrały komunikatory, takie jak GG (Gadu-Gadu). Oferowały funkcjonalności niepozornej komunikacji statusami obok rozmów online i wysyłania SMS-ów przez bramki. Często były traktowane jako rozszerzenie rzeczywistości, po szkole lub pracy możliwe było odbycie rozmów ze znajomymi, ustawienie statusów informujących o tym, że ktoś uczy się do sprawdzianu lub gotuje ziemniaki, przygotowuje się do wyjazdu albo układa puzzle. 

Dla tych, którzy nie mogli tego doświadczyć w tamtych czasach, dodam – to tam narodziła się idea łańcuszka. A jak wiadomo, jeżeli dzisiaj narzekasz na swoje życie, to przypomnij sobie, ile razy nie udostępniłaś/eś łańcuszka wysłanego Ci na GG. I wszystko jasne!

GG – początki naciągaczy na komunikatorach

GG dawało możliwości znalezienia osoby, z którą chciało się rozmawiać, ponieważ znało się ją ze szkoły, uczelni czy pracy. Jednak możliwe było otrzymanie również wiadomości od nieznanej osoby. Z jednej strony to pozwalało na rozszerzenie sieci kontaktów. Niestety z drugiej – bywało początkiem kontaktu z naciągaczem. W pewnym momencie podobnie, jak to ma miejsce w przypadku mailowego spamu, użytkownicy mogli stać się ofiarami oszustów.

Początki mediów społecznościowych

Z czasem pojawiły się sposoby podejścia do komunikacji innowacyjne dla osób znających prehistorię Internetu. Grono, Nasza Klasa to były wczesne media społecznościowe w Polsce. Okazało się, że nie tylko można komunikować się i budować społeczność, gdy potrafi się stworzyć samodzielnie blog, forum internetowe. Społeczność mógł budować każdy, dosłownie każdy. Następnie do gry weszły dzisiaj popularne podmioty, m.in.: Facebook (Meta), YouTube, Instagram (Meta), Twitter (obecnie X), LinkedIn, TikTok, w międzyczasie jeszcze Snapchat i kilka innych portali szukających dla siebie przestrzeni.

Początki były autentyczne i czasem zbyt szczere. Nasza Klasa stworzyła okazję do poczucia energii spotkania klasowego po latach na co dzień. Ktoś chciał się pochwalić, ktoś zapytać, jak jego przyjaciel z dawnych lat żyje. Jednak nawet przechwałki miały magię cioci lub wujka opowiadających, że byli na rybach i złowili rybę wielką jak wieloryb, gdy wszyscy uśmiechają się miło, bo przecież „ten typ tak ma”. Facebook początkowo to była typowa podglądalnia znajomych: gdzie są, co robią, jakie mają opinie, z kim są w związku, a może już nie są, czy dobrze wyszli na zdjęciu, co zjedli wczoraj, a co dzisiaj, czy pojawiły im się zmarszczki, z kim się spotykają itd. Ciekawość to niesamowita siła napędowa. Chociaż – obok podglądania przez znajomych pojawiło się podglądanie przez pracodawców oraz ZUS, czy ktoś właściwie wykorzystuje L4, a także medialne doniesienia o tym, że Urząd Skarbowy chętnie zweryfikuje jakość życia kogoś, kto wykazuje niskie przychody i płaci niższe podatki, a ma wiele zdjęć z drogich podróży. Ile było w tym prawdy, a ile medialnych kontrowersji – to już inna sprawa…

Wtedy po raz pierwszy pojawiła się polaryzacja, a w zasadzie kilka jej wersji:

  1. super te media społecznościowe vs. nigdy nie założę social media, tylko świat realny (dzisiaj znaczna część z tych osób już tam jest); 
  2. publikuję, co chcę vs. jak można opublikować [dodaj właściwe oburzenie] (np. zdjęcie w bieliźnie, zdjęcie w bikini).

Problemy są te same, zmieniają się tylko technologie 

Wskazana przeze mnie prehistoria Internetu, ukazuje, że problemy są te same, zmieniają się tylko technologie. Wiele niekorzystnych społecznie zjawisk, obecnie przypisywanych mediom społecznościowym, pojawiło się jeszcze przed nimi. Nie zostały one rozwiązane w żaden sposób w przeszłości. Zamiast edukacji proponowano odciąganie dzieci od komputerów. Zamiast tłumaczenia, jak sprawić, by technologia była przyjazna, wpędzano dzieci w wyrzuty sumienia, że korzystają z komputera. Kolejne badania wskazujące na niskie zrozumienie treści przez dzieci, były uważane za drobny problem. Dzisiaj wiemy, że to właśnie wyższy poziom umiejętności, krytyczne myślenie, wysoki poziom rozumienia treści, świadomość, że można problemy bez wstydu zgłosić opiekunom i rodzicom oraz wsparcie w korzystaniu z technologii są kluczowe.

Chociaż nie wykonano w porę pracy, która pozwoliłaby na mniej naukowe opracowanie wskazanych przeze mnie zjawisk patologicznych, przestępstw i innych problemów, to podejmowane w tym zakresie próby należy postrzegać pozytywnie. W przeszłości już zbyt długo biernie czekano na to, co przyniesie czas. Stare problemy nawarstwiły się i uderzyły z podwójną siłą w mediach społecznościowych. Obecnie należy działać, aby korzystanie z technologii było bezpieczne oraz pozwalało na rozwój.

Dla tych, którzy prehistorii Internetu nie pamiętają, powiem – ja byłam dzieckiem i młodą osobą, gdy te wszystkie problemy było widać. Od razu chcę Was uczulić, gdyby ktoś chciał Wam wmówić, że kiedyś było lepiej – nie było. Tak samo występowały zjawiska, które zdecydowanie odbiegały od ideału. Część z nich cechowała się dużo mniejszym nasileniem, ale to nie oznacza, że problemy nie istniały, a jak wskazałam – w niektórych przypadkach zostały odnotowane, przeanalizowane i opisane. 

Wszystko, co dzisiaj obserwujemy, działo się przed mediami społecznościowymi. A część tego, co w publikujemy, to właśnie spuścizna historii Internetu. I już u początków tej historii mówiono o tym, że należy znaleźć dobre sposoby weryfikacji oraz ścigania potencjalnych niewłaściwych zachowań. Powstawały opracowania naukowe, wiele pracowniczek/ków naukowych alarmowało, że pewne zjawiska są niepokojące. Każdy zdawał sobie sprawę z tego, że Internet może ludzi łączyć, zwiększać potencjał osobisty oraz społeczny. Przede wszystkim – stworzono możliwość nauki i rozwoju dla specjalistów, a także dla firm, co generuje miejsca pracy oraz poprawia jakość życia. Przepływ innowacji jest szybszy, a nauka może rozwijać się bardziej dynamicznie. Internet dał też głos tym, którzy nie mogli zaprezentować swoich opinii i czuli się pomijani przez media tradycyjne. Nie można jednak zbyt optymistycznie zakładać, że nie pojawi się pewien odsetek zachowań niewłaściwych. Jak w realnym świecie – niektórzy nam pomogą, inni będą neutralni, ale zawsze możemy też trafić na kogoś, kto nas skrzywdzi. 

Pozostaliśmy ze stwierdzeniem, które ja słyszałam, jeszcze chodząc do szkoły – że prawo nie nadąża za rozwojem i potrzebami społeczności internetowej. Może i nie nadąża, ale społeczność może sama podjąć działania, a społecznie możemy postawić na właściwą edukację. Jeżeli naszym jedynym sposobem na przemoc będzie odebranie telefonu ofierze (dziecku), a pozostawienie go w rękach oszusta lub przestępcy, to sprawimy, że to dziecko stanie się ofiarą jako osoba dorosła. Można powiedzieć – w ten sposób odwlekamy problem w czasie, ale go nie rozwiązujemy. Edukacja cyfrowa, która jest bezpieczna i dostosowana do potrzeb dziecka, zaangażowanie rodziców oraz opiekunów w proces wdrażania do bezpiecznego korzystania z technologii to podstawa mądrego wykorzystania jej do rozwoju oraz edukacji. Nie nauczymy nikogo, jak może właściwie korzystać z danego rozwiązania i jak powinien unikać zagrożeń, jeżeli odetniemy tę osobę od dostępu do niego.